wtorek, 27 stycznia 2015

Skarpeciochy...i ujarzmione rzędy skrócone:)

Rok czasu mnie nie było,nie będę tłumaczyć z jakiej przyczyny bo tak szczerze mówiąc nie mam pojęcia(tu bezradnie rozkładam ręce).Tak się czasem dzieje.

Ale ma być o skarpetach i rzędach skróconych,których do tej pory unikałam jak ognia .
Skarpet też nie lubię robić.Gdyby nie to,że nie wiedziałam na co wykorzystać gryzącą wełnę,skarpeciochy by nie powstały ,A tak są i grzeją stopy mojego syna:)Ale pozować nie chciał:)))
Pozuję ja i zdziwienie wielkie mnie dopadło bo pasują i na mnie ,...no może ciut za luźne bo to roz.43 a mój 39.I o dziwo prawie wcale nie gryzą:)







Skarpetki powstały według świetnej instrukcji...skoro nawet ja załapałam za pierwszym razem ,to jest nawet więcej niż świetna,jest rewelacyjna!Zerknijcie tutaj:)

To jeszcze nie wszystko...postanowiłam reaktywować swojego bloga z konkretnego powodu:)



Takie wyzwanie wymyśliła Yadis ...długoterminowe:)))Jest nadzieja,że przez cały rok będę czynnie uczestniczyć w życiu blogowym...no i dziergać,szydełkować i kto wie co jeszcze:)))
Skarpety są pierwszym projektem...dwa większe już się robią:)




2 komentarze:

  1. Rewelacyjne skarpetki :-) Świetny pomysł na wykorzystanie gryzącej wełny.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Kasiu:)
    Właśnie przyszło mi do głowy,że jeszcze z takiej "gryziuchy"można zrobić torbiszcze i sfilcować.Trochę mi jej jeszcze zostało .
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń