wtorek, 18 kwietnia 2017

Winna.

Zostałam pisemnie oskarżona o sabotaż.Ponoć zalegający na moim blogu śnieg odstrasza wiosnę,a odwiedzających wpędza w  depresję.
Nie jest dobrze! Skoro jednak ktoś tu jeszcze zagląda muszę  ratować zdrowie czytelników:)

Wianek na podkładzie z dzikiego wina,róże robione z wytłaczanek i pomalowane farbą akrylową,suszona lawenda.Jajeczka umieściłam w środku...teraz je zdemontuję i wianuszek może spokojnie wisieć na kominku do lata:)
Po zrobieniu kwiatów zostało sporo odpadów,szkoda zmarnować:)))Zrobiłam papier mache i ulepiłam kamienną kurkę-wazonik do mojej kuchni.Jeszcze parę  jaj wyskoczyło:)



Gdyby ktoś chciał sobie zrobić taki wazonik to proszę zerknijcie na to cudo:)
Moja kura jakoś blado wypada na tle oryginału,ale ja jestem zadowolona:)

Żeby już tak ostatecznie odpokutować swoja winę, wiosenne kwiaty znalazłam:)




Ciepła wiosennego Wam życzę i radosnych kolorów,takich jak na teledysku :)







wtorek, 7 marca 2017

Dzień na różowo.

Jakiś czas temu Klara opublikowała "przepis"na różową czapkę.
-Po co mi różowa czapka?Przecież ja czapek nie noszę...a jak już, to z całą pewnością nie różową.
Tak sobie myślałam.
Ale to nie jest zwykła czapka ...to symbol zjednoczenia kobiet:)
Odsyłam Was do Klary,tam przeczytacie wszystko o "Pussyhat Project".
Tu przytoczę tylko swój komentarz...

"Jak ta różowa czapka ma wyrazić to co czuję …całą niemoc jaka człowieka ogarnia na niesprawiedliwość tego świata,to ja tę czapkę zrobię.Może ją nawet na spacer zabiorę,chociaż w tej głuszy i tak mnie nikt nie zobaczy:)"

...i oto efekt




Podoba mi się i nawet ten kolor mi pasuje.

Jutro Dzień Kobiet...dzień na różowo:)

Pozdrawiam i do napisania...

wtorek, 28 lutego 2017

Zielona sowa.

Znowu sowa...co ja mam z tymi ptaszyskami ?:)))Tym razem nie szydełkowa a krzyżykowa i tylko jedna:)
Powstała  dla wspaniałej dziewczyny,mojej osobistej siostry z okazji jej urodzin:)
Co można podarować osobie,która lubi zielony kolor i sowy?Zieloną sowę oczywiście...ręcznie zrobioną bo innych prezentów nie uznajemy od ładnych paru lat.To świetna zasada...nie kupujemy niczego w sklepie.Jedyne odstępstwo to materiały przydatne w naszym hobby(pod choinką znalazłam 2 kg gliny)...no dobra,jak ktoś nie miał czasu ,nie zdążył to "sklepowy" prezent też jest mile widziany:)
Zdjęcia przysłała mi właścicielka...
Przyznać się,wyglądacie tak o północy?:)))


Sowa to malutki hafcik,który wylądował na kieszonce fartuszka...hmm,właściwie to dość pokaźna kieszeń,można tam zmieścić całą książkę kucharską:)



Schemat tej fikuśnej sowy wymyśliła i stworzyła Olka (Aliolka) , znajdziecie ją TUTAJ.
Jak widać mój haft ma mniej krzyżyków...chyba o jakieś cztery.Miałam tylko jeden moteczek muliny w takim odcieniu zieleni i minimalnie mi go brakło.Próbowałam dokończyć innym zbliżonym odcieniem ,ale wyglądało to koszmarnie i odpuściłam:)

Podobają mi się  Oli  projekty,są zabawne i pełne radości,a wyszywanie ich(wyszyłam jeszcze dwa) to sama przyjemność:)

No dobrze,ale ten post miał być o papierze,który mnie nęcił:)
Już przestał, po tym jak sobie uświadomiłam ,że bez odpowiednich zakupów nic z tego nie będzie.Wykrojniki,papiery,tekturki,stempelki...media!Pogubiłam się w tym wszystkim...i zajęłam czym innym.
Ale próbowałam... zrobiłam czekoladownik z tego co miałam w domu.Był dodatkiem do prezentu i wywołał szczerą radość:)Kwiatki i listki jaśminu powstały z foamiranu,niestety nie  nagrzewałam ich a powinnam...efekt byłby o niebo lepszy.








Pozdrawiam wiosennie prawie:)Żurawie już są,dzisiaj widziałam gęsi...no i przebiśniegi zakwitły:)

czwartek, 19 stycznia 2017

Pani Zima.

Ostatnio nie mam jakoś ochoty na dzierganie...a prace ,które powstały czekają na zdjęcia. To wcale nie znaczy ,że nic się nie dzieje.Coś tam robię,lepię, maluję...odwiedzam blogi dziewczyn,które wyczyniają cuda z papieru,bo papier mnie nęci:)O efektach tego "pociągu" będzie następnym razem ,a dzisiaj o sercu pani Zimy napiszę.
Miało wyjść w zimowych kolorach...popękane jak lód na jeziorze.Różne odcienie błękitu,srebro...zimne barwy.

Wyszło coś takiego.


Dodałam srebrny łańcuszek i mam wisiorek.Zastosowań może być więcej...drugie serduszko może trafi na kartkę albo stanie się breloczkiem...kto to wie:) 




Ponieważ pierwszy raz robiłam coś takiego, więc moje serce nieśmiało zgłaszam do zabawy:)

Coś nowego-od A do Zet


W kolorach zimy-Crafty Moly


Na zdjęciu poniżej widać wszystkie materiały ,które wykorzystałam do zrobienia serduszek:)


Ze zwykłych skorupek , powstały maleńkie lodowe kry:)

Pozdrawiam zimowo:)





środa, 9 listopada 2016

Sowie stado i reszta...

Zacznę może od tej reszty...śnieg dzisiaj u mnie spadł :)
Czapka i komin na zimne dni...



Druga praca, medalion "Ogród".Wiem ,że do doskonałości mojemu hafcikowi daleko,głównie pod względem rozmieszczenia wzoru...ale pracuję nad tym:)


I na koniec sowie stado...czyli amigurumi oswojone .Po raz pierwszy robiłam takie maluszki:)



Sówek  jest dziewięć...kolorowe i śmieszne:)Jedna jest nawiedzona,zgadniecie która?Zielona sowa puszcza oczko do Was...brązowa zezuje na resztę i myśli pewnie ...-Rety,kto widział sowy w takich kolorach :)))
Cała ta zgraja pojedzie na kiermasz o którym pisałam tutaj...może komuś będzie potrzebny właśnie taki wesoły breloczek:)
Czapka,komin i medalion też wędrują razem z sówkami :)

Pozdrawiam i
do napisania:)





poniedziałek, 31 października 2016

Dobre sny...

Jakby to było wspaniale...mieć same dobre sny:)W końcu statystycznie rzecz ujmując, sen zajmuje nam jakieś 26 lat naszego życia.Kawał czasu...
Indianie chyba wiedzieli o tym i postanowili ,że nie będą się męczyć koszmarami sennymi.
Wymyślili Łapacz snów.Czy w to wierzę nie ma znaczenia...niewątpliwie jednak to urocza ozdoba,a wiązanie sznurków, tasiemek...wszelkich piórek i kamyków ma działanie terapeutyczne ...uspokaja skołatane nerwy jak nic:)






 Mój Łapacz w miejscu przeznaczenia...czyli nad łóżkiem:)




Dobrych snów każdej nocy Wam życzę :)



wtorek, 25 października 2016

Jesiennie.

Jaka jest jesień tego roku  każdy widzi.Mokra...pochmurna,wieje wiatr i wciąż pada...
Lubię taką pogodę...spacer w deszczu,ciemne chmury...lubię.W jednym tylko ta pogoda przeszkadza,w robieniu zdjęć...nic nie wychodzi w pomieszczeniu.Nie ma rady,trzeba manekina wywlec na dwór,inaczej moje prace zobaczycie latem:)...Korzystając z tego ,że deszcz zrobił sobie małą przerwę(zmęczył się czy co)zrobiłam zdjęcia.Coś tam wyszło...jesień widać i mój pierwszy sweter z cyklu"I nikt nie widzi"....czyli obszerne coś o dziwnej konstrukcji:)



Inspiracją był projekt Dropsa...to znaczy tylko krój,bo cała reszta to już moja fantazja:)






Robiłam go długo,chyba od lata....skończyłam wreszcie i nie jest źle:)
Miałam ambitny plan zrobienia go  wzorem "jodełki"...



...ale skapitulowałam po paru rzędach ....to fantastyczny ścieg i bardzo prosty,problem w tym ,że okropnie nitkożerny.Tak czy siak w moim swetrze zaistniał jako ściągacz.
Gdyby ktoś był chętny na ten wzór to proszę...film IK.



  • włóczka Anora Active 500m/100g
  • druty nr.5 ściągacze i plisy
  • druty nr 10 cała reszta
  • szydełko 3.5 do łączenia(żadnej igły do zszywania)elementów.
To tyle na dziś...albo aż tyle...